logo
Poniedziałek, 28 lipca 2014
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
Rok A - 5 Niedziela Wielkiego Postu

Wskrzeszenie Marty i Łazarza
O. Andrzej Prugar OFMConv 2008-03-09
Ez 37,12–14 ; Rz 8, 8–11; J 11,3–7.17.20–27.33–45
Symbolem św. Jana Ewangelisty jest orzeł. Piękny, dostojny ptak, który wzbija się wysoko, potrafi wykorzystać prądy powietrzne, zataczać coraz szersze kręgi na niebie i szybować w przestworzach. Od początku swojej Ewangelii św. Jan stawia Jezusa w centrum i zaczyna wokół Niego „szybować”. Patrzy na Jezusa w pełnym świetle – jako na Mesjasza, Króla, Boga-człowieka, Oblubieńca, Pasterza, Życie, Światło, Chleb…  Ukazuje nam tajemnicę Jego życie poprzez słowa i znaki, zatacza coraz to szersze kręgi mocą Ducha Pańskiego próbując nas unieść coraz wyżej i wyżej, abyśmy poznawali jakby „z lotu orła” – Osobę Pana Jezusa.
 
Wystarczy zobaczyć nieprzypadkowy układ cudów w Janowej Ewangelii, które są jednocześnie znakami obecności i mocy Mesjasza między nami. Cud w Kanie Galilejskiej – przemiana wody w wino, cud na naturze (J 2,1-12); następnie uzdrowienie słowem na odległość trzydziestu kilometrów syna urzędnika (J 4,46-54).  W następnym rozdziale Jezus uzdrawia paralityka po trzydziestu ośmiu latach jego choroby (J 5,1-16). Kiedy pięć tysięcy ludzi zostaje nakarmionych pięcioma chlebami i dwoma rybami, obserwujemy coś jeszcze bardziej niezwykłego (J 6, 1-14). Następnie dochodzi do uzdrowienia ociemniałego od urodzenia (J 9,1-7) i wreszcie wskrzeszanie Łazarza, który „od czterech dni” spoczywał w grobie (J 11).  Do tego trzeba dodać ostatni siódmy, który przekracza wszystkie poprzednie – powstanie z martwych samego Jezusa (J 20).
 
Zanim doszło do wskrzeszenia „pewnego chorego”, który ostatecznie umarł,  Jezus wskrzesił – nie tyle grobu materialnego, ale duchowego – siostrę Łazarza – Martę: „Gdybyś tu był mój brat by nie umarł…” (J 11,21). „Nasze żądanie jest zawsze takie samo: by Pan wybawił nas od cierpienia i śmierci. Komu potrzebny jest Bóg, który nie przychodzi z pomocą? Naszym zdaniem jest nieobecny właśnie w chwili, gdy Go potrzebujemy. Kiedy chcielibyśmy, aby był tutaj, On wydaje się być ciągle gdzie indziej” (S. Fausti). Owszem Marta wierzy, że „na końcu” Bóg przywróci życie jej bratu jak i wszystkim ludziom, ale tu chodzi o teraz!  Widzimy więc dlaczego Jezus zwlekał cztery dni (czas, kiedy zmarły już rozkładał się,  a więc śmierć jego była pewna) – chciał wyprowadzić Martę z jej grobu własnych oczekiwań, żalu i bólu. Marto, „Ja jestem zmartwychwstanie i życie, kto we Mnie wierzy choćby i umarł, żyć będzie” (J 11,25). Wiara w Mesjasza czyni radykalną zmianą w życiu człowieka, przesuwa granicę i grozę śmierci. Śmierć i grób dla tego, kto wierzy w Jezusa, staje się wtedy snem i drzwiami do nowego życia. Naprawdę możemy umrzeć więc za życia. Umieramy i jesteśmy w grobie wtedy jak nie wierzymy, nie słuchamy, nie spożywamy Jego Ciała i Krwi. Przechodzimy zaś ze śmierci do życia, wychodzimy z grobu już podczas życia fizycznego, kiedy poprzez nawrócenie wchodzimy świadomie na drogę, którą wskazuje Jezus i którą On jest. „Jezus nie przyszedł, aby jakiemuś zmarłemu przywrócić dawne życie, ale aby wskrzesić do „nowego życia” tego, kto w Niego wierzy… pragnie sprawić, abyśmy w naszej sytuacji śmiertelności żyli życiem wiecznym…” (S. Fausti). To jest ta „perspektywa szybującego orła”  - Jezus Chrystus, który jest naszym zmartwychwstanie i życiem – teraz! To jest życie według Ducha Chrystusowego  (por. Rz 8,8-11).
 
Bóg sam wypełnia w ten sposób obietnicę:  „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli…” (Ez 37,12-13). Grobem w tym tekście proroka Ezechiela jest niewola narodu i życie na wygnaniu jako skutek opuszczenia Boga Żywego i Jedynego. Otwarciem grobu i wyjście  z niego, to powrót do ojczyzny i Ojca Życia.
 
Pierwszą wskrzeszoną –  we fragmencie Ewangelii na piątą niedzielę Wielkiego Postu (J 11,1-45) – jest Marta. Ona zanosi radosne wyznanie wiary do swoje siostry Marii. Maria również przychodzi do Pana życia. Przychodzi, bo wierzy. Ona już też prawdziwie żyje, choć jest śmiertelna i fizycznie kiedyś umrze. Razem uczestniczą  we wskrzeszeniu zmarłego fizycznie brata. Znamienne,  Jezus nie obawia się fetoru zmarłego, ale „wzrusza się głęboko”, modli się do Ojca i „woła donośnym głosem… wyjdź z grobu”. Maria, Marta i Łazarz otrzymują nowe życie.
 
Marta miała swój grób, Łazarz swój i my mamy swój grób. Każdy. Uczestniczący w cudzie wskrzeszenia Łazarza – jedni uwierzyli, inni – postanowili zabić Jezusa. Jedni „poszybowali jak orły” „wielu, którzy przybyli do Marii… zobaczyli czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego” (J 11,45). Inni spadli jak „upadłe anioły”: „Tego więc dnia podjęto decyzję, aby Go zabić”. (J 11, 53).
 
Św. Franciszek miał doświadczenie Łazarza i realnie oceniał kondycje ludzką: „Kochajmy ze wszystkich sił Pana Boga, który dał i daje nam wszystkim całe ciało, całą duszę i całe życie… który nam nieszczęsnym i nędznym, zepsutym i cuchnącym, niewdzięcznym i złym wyświadczył i wyświadcza wszelkie dobro” (Reguła niezatwierdzona 23,8). Tak, aby być wskrzeszonym, aby kochać ze wszystkich sił Boga, trzeba uznać, ze jesteśmy „zepsuci i cuchnący”, w grobie. Aby zapalić świecę potrzeba aby była zgaszona. Aby otrzymać wolność trzeba zobaczyć swoje więzienie. Aby ptak mógł latać nieważne czy jest związany liną czy cienką nitką – nie poleci (św. Jan od Krzyża). Rozpoznać i uznać swój grób, ciemności, związania… to warunek spotkania z tym, który jest zmartwychwstaniem i życiem, Jezusem, który ma władze nad naturą, nad człowiekiem w każdym wieku, w każdej chorobie, dla którego nie jest ważna odległość czasu i przestrzeni. Uznanie zła, błędnego myślenia, oddanie bólu, żalu, posądzania Boga o nieobecność i zwlekanie – to pierwszy krok by uczestniczyć w przejściu do życia według Ducha. 
 
o. Andrzej Prugar OFMConv